Początek moich dorosłych lat to był czysty rock’n’roll.
Od kiedy pokonałem nieśmiałość, żyłem na najwyższych obrotach. Byłem wszędzie, gdzie działo się coś ważnego.
Prowadziłem koncerty i karaoke. Jeździłem na koncerty i festiwale – myślę, że było tego ponad 600. Poznawałem „znanych ludzi„, myśląc, że może ich blask przejdzie też na mnie. Grałem w zespole rockowym, czując, że to może być moja druga życiowa droga.
Przyznaję, że chciałem być popularny i lubiany. Zawsze bardzo ważna była dla mnie również chęć pomagania. Przez 16 lat bardzo aktywnie działałem w największej w Polsce fundacji charytatywnej. Liczyło się tylko „teraz”.
WYSOKA CENA ZŁUDNEJ POPULARNOŚCI
W tym szaleńczym pędzie zapomniałem o kilku sprawach: o Bogu, odpowiedzialności, obowiązkach a także o planowaniu.
Praca była tylko przykrą przerwą między weekendową zabawą. Żyłem w błogiej nieświadomości pewien, że osiągnę wszystko o czym zamarzę. Znasz takie życie? Jaki był tego koszt? Ogromny i bolesny.
Kiedy było dobrze, szanowano mnie. Kiedy sytuacja stała się naprawdę trudna, prawie wszyscy odeszli bez mrugnięcia okiem.
MIŁOŚĆ I PORANIONE MARZENIA + DŁUGI
Zanim wszystko runęło, pojawiła się ona. Początki? Wiadomo – bajkowe. Narodziny synka, później córeczki. Spełnienie marzeń, które miały przynieść – szczęście i stabilizację. Pojawiły się jednak poważne kłopoty.
Ratowałem sytuację. Moja misja: pomóc jej otworzyć działalność gospodarczą, aby nie musiała wracać do pracy w sklepie. Porzuciłem własne marzenia.
Trzy razy w pełni się zaangażowałem finansowo i logistycznie. Pomyślałem, że jeśli spełnię Jej marzenia, w naszym życiu zapanuje w końcu spokój i radość.
3 porażki:
- Stylizacja paznokci – kursy, sprzęt. Wynik – brak konsekwencji.
- Opalanie natryskowe – pożyczka, specjalistyczny sprzęt, drogie kosmetyki. Byłem ostrożny, choć wciąż naiwny. Efekt taki sam.
- Tatuaż – ostatnia szansa. Teraz to już musi się udać. Kolejny kredyt, bardzo drogi, kompletny sprzęt i szkolenia. Zgadnij, jaki tym razem był efekt? No właśnie. Żaden. Wszystkie pieniądze, i czas, i nadzieja, energia i motywacja odchodziły bezpowrotnie.
ZABÓJCZA ŚMIERTELNA SPIRALA
Raty rosły, ja wpadałem w panikę a moja racjonalność wyparowała. Aby spłacać długi, brałem kolejne pożyczki, często z bardzo wysokim oprocentowaniem. Mądry pomysł? Wtedy o tym nie myślałem. Wygrywał „paraliż umysłu”.
Pieniędzy, których nie miałem, potrzebowałem na wczoraj. Pętla zadłużenia zaciskała się na mojej szyi. Dopływ tlenu został całkowicie odcięty.
OSTATECZNE UDERZENIE
Właśnie wtedy mnie zostawiła. Zabrała moje ukochane dzieci. Wróciła do swojego byłego partnera a przecież zawsze mówiła o nim bardzo źle. Jako ”usprawiedliwienie” i „broń” używała kłamstw. Okropnych kłamstw. Popełniałem błędy, byłem dłużnikiem i nieodpowiedzialnym ”dupkiem”, ale nie oprawcą. Zostałem sam, doszczętnie zniszczony, bez moich małych Aniołków.
JAK WYGLĄDA DZIEŃ DŁUŻNIKA
Dzwoni telefon. Jak każdego dnia mój żołądek się ściska a ciało oblewa zimny pot. Odebrać? Wiem, że dzwonią z banku a ja znów będę musiał kłamać. Tylko tak zyskam trochę spokoju. Chwilę później dzwonek do drzwi. To listonosz z kolejnymi ponagleniami bankowymi. Jest też jeden list z sądu.
Matka moich dzieci wbija kolejne gwoździe do mojej trumny. Ciekawe co u dzieci. Nie wiem nawet gdzie są, bo ona nie odpisuje na żadne wiadomości. Boże, co u nich słychać? Otwierać te listy? Nie, boję się? Mam dość!!!
To nie ma sensu. Nie chcę żyć. Idę do sklepu. Kupuję 8 piw, żeby się znieczulić. Po drodze bije mnie dwóch mężczyzn krzycząc, że jestem damskim bokserem. To nie jest prawda, ale jest mi to obojętne.
Mogą mnie nawet zabić. Ułatwi mi to sprawę. Wracam do domu. Wypijam 2 piwa i nagle budzę się następnego dnia. Nie mam pojęcia co się stało.
Myślę tylko o moich dzieciach. Coś we mnie drgnęło. Postanawiam walczyć. Najpierw o siebie, aby nabrać sił. Szybka ocena rzeczywistości i decyzja: skoro jest źle, to trzeba to zmienić i działać.
WIELKA ZMIANA
Moje znajome Siostry zakonne biorą mnie w opiekę. Umawiają mnie z Księdzem. Przystępuję do Spowiedzi, a następnie do Komunii Świętej. Płaczę. Trzęsę się jak galareta, ale ogarnia mnie miłość i spokój.
Wracam do Boga, o jak mi tego brakowało. Wiem, że przede mną długa droga, jednak nie jestem już sam. Zaczynam codziennie chodzić na Mszę Świętą.
Poznaję nagle przyjaznych ludzi, którzy pomagają z serca. Znajduję jedną, a następnie drugą pracę. Nie jest łatwo, ponieważ pieniędzy nie wystarcza na wszystkie zobowiązania i alimenty.
Modlę się: „Panie Jezu zajmij się tym proszę, bo sam nie daję rady”.
Kolejna decyzja: wyjeżdżam do pracy sezonowej nad polskim morzem. Oddalam się od dzieci, których nie widzę od prawie dwóch lat. Muszę jednak to zrobić.
GODNOŚĆ I WYGODA – CZYJ CEL?
Praca nad morzem nie jest lekka. Zaczynam o 4 rano, a kończę ok. 20 godzin później. Sprzątam plażę, toalety, ale jednocześnie pracuję też w pizzerii i ośrodku wypoczynkowym.
Godność i wygoda odchodzą na drugi plan. Wszystkie pieniądze przeznaczam na długi i alimenty.
Wcześniej jeździłem na różne szkolenia i czytałem wiele książek. Zawsze chciałem się rozwijać. Teraz w wolnych chwilach, których jest bardzo mało, wracam do tych czynności.
RANY UCZĄ OSTROŻNOŚCI, ALE...
Od mojej tragedii minęły prawie dwa lata. Nad morzem poznałem cudowną kobietę. Przez cały ten czas, od kiedy zostałem sam, nie pomyślałem nawet, że mogę jeszcze komuś zaufać. Byłem bardzo ostrożny.
Po kilku miesiącach zrozumiałem jednak, że Bóg postawił na mojej drodze kogoś szczególnego.
Fantastyczna, mądra i miła osoba z ogromnymi pokładami dobra w sercu. Okazało się, że ma toksycznych bliskich, którzy skutecznie odebrali Jej wiarę w siebie. To bardzo poważny problem, dlatego wrócę do tematu trochę później. Bardzo wyraźnie było widać, że Karolina ma tego dosyć.
Powstał plan wyjazdu do Niemiec. Znaleźliśmy pracę w branży samochodowej. Pojechaliśmy moim starym samochodem, bez znajomości języka i praktycznie bez pieniędzy. Przez pierwszy rok mieszkaliśmy w jednym pomieszczeniu. Okienko 15/15 cm, przez które wchodziło powietrze, nie ułatwiało życia. Po meblach spacerowały myszy, a sąsiedzi przez ścianę grozili nam śmiercią. Któregoś dnia zabrała ich policja i już nie wrócili.
Pojawiły się problemy. Zepsuł się samochód, to raz. Drugi, to przymusowa wyprowadzka, na którą dostaliśmy tylka kilka dni.
Znów modlitwa: Jezu zajmij się tym…
Wynik modlitwy? Dosłownie w ciągu tygodnia kupiliśmy inne auto i znaleźliśmy większe i samodzielne mieszkanie.
Przez 3 lata pracowaliśmy naprawdę ciężko. Na normalne życie brakowało zwyczajnie czasu i sił. Jakie były tego efekty?
- Zaczęliśmy oszczędzać i inwestować w siebie.
- Kupowaliśmy powoli sprzęt domowy i ubrania.
- Powstał pomysł działalności gospodarczej związanej z rękodziełem.
- Gromadziliśmy bardzo powoli niezbędne produkty i urządzenia.
- Inwestowaliśmy w książki i szkolenia, aby pogłębiać wiedzę.
To były lata wyrzeczeń, stresu i poświęceń.
Proszę Was, pamiętajcie, że problemy mogą dopaść każdego już dziś. Mogą też brać początki na początku naszej drogi w dzieciństwie. O tym przekonała się niestety Karola.
NARODZINY ZWĄTPIENIA
Brak wiary w siebie został u niej zakorzeniony bardzo głęboko, właśnie w dzieciństwie. Ciągłe szepty lub krzyki typu: „jesteś beznadziejna”, „wszystko robisz źle”, „inni są lepsi” to destrukcyjne zmiany w psychice. Ona chciała tylko poznawać i zrozumieć ten świat, ale przez ponad 20 lat odbierała to, jako prawdę o braku swojej wartości. Efekt?
- Wycofanie z wyzwań.
- Unikanie nowych kontaktów – aby uniknąć kolejnej krytyki i wstydu.
- Jakikolwiek sukces – tłumaczenie, że to dzieło szczęścia lub przypadku.
- Wybieranie osób, które poniżają i krytykują, co potwierdza tylko podświadomy scenariusz takich ludzi.
- Umysł ciągle szepcze „nie jesteś nic warta”, co jest skróconą drogą do np.: depresji i chronicznego lęku, itd.
Umysł takich ludzi staje się ich największym oprawcą. Aby pomóc Karoli zacząłem kupować i czytać mnóstwo książek psychologicznych. Nie stałem się psychologiem, jednak po tych kilku, wspólnych latach walki z tymi demonami jest na szczęście o wiele lepiej.
WAŻNA ADNOTACJA: LEKCJA ŻYCIA
Nie jestem ekspertem finansowym, psychologiem ani prawnikiem, a ten blog być może nie jest dla Ciebie. Proszę, gotowych rozwiązań i pomocy szukaj u specjalistów, jeśli Twoja sytuacja tego wymaga.
Ten blog jest świadectwem, a nasza historia może stać się dla Ciebie inspiracją. Przeżyliśmy wiele i zgromadziliśmy naprawdę dużo wiedzy, która nie może się zmarnować.
Dobrze wiemy, że jakiekolwiek dno życiowe to tylko fundament, od którego trzeba się odbić i odbudować.
Chcemy być dla Ciebie żywymi przykładami, że trzeba o siebie walczyć i nigdy nie jesteś sam. My ciągle żyjemy, zmagamy się z każdym kolejnym dniem, ale wstaliśmy. Wstaliśmy nie z kolan, ale z pozycji, gdzie twarze były wręcz wbite, wkopane w ziemię.
Drogą do tego były i zawsze będą Bóg i mądre wybory.
Nikt nas nie uczył i nie przekazywał najbardziej potrzebnej wiedzy. Brakuje nam świadomości, a o nią trzeba się trochę postarać.
Jeśli jesteś w tym miejscu to bardzo się cieszymy. Będziemy szczęśliwi, jeśli zostaniesz z nami na dłużej. Zaufaj nam.
Czy istnieje w Twojej głowie jakiś pomysł na choćby najmniejszy krok, aby odzyskać kontrolę nad życiem?

